niedziela, 27 kwietnia 2014

(122) ZBIÓRKA MARZEŃ

Dzisiaj krótko. Opowiadać będziecie Wy.  

Zupełnie spontanicznie zagaiłam Was dzisiaj rano na FB tymi słowy:

Dzisiaj jest pierwszy dzień reszty mojego życia!
Jupi!
Poświęćcie 20 minut dla swoich marzeń. 20 minut dziennie - codziennie!
Co chcielibyście robić przez tę chwilę? Skorpion jest ogromnie ciekawy! Zapraszam, usiądźcie, pomyślcie. Kawy? Herbatki?


     Rozsiądźcie się wygodnie. O czym marzyliście jak mieliście naście lat? Czego nie wiedzieliście? Co chcielibyście wiedzieć? Czy zrobilibyście coś inaczej? Czy dobrze czuliście się we własnej skórze? Czy łatwo przypominacie sobie te uczucia, które nosiliście w sobie? Czy łatwo Wam cofnąć się w czasie? A Wasze dzieci? Jak z nimi?

Zależy mi na Waszych odpowiedziach, dlatego możecie się przełączyć na Anonimy, jeśli chcecie. Zbieram marzenia do kosza!Nawet najkrótsze, nawet dziwne, nawet, gdy wydaje się Wam, że głupie i nieistotne!

Mogę zacząć:

Kolega zapytał mnie ostatnio o moje marzenia z dzieciństwa.

Pamiętam kilka.

Jednym z pierwszych marzeń było znalezienie się (bo to tak dokładnie było, żadne tam dojazdy, podróże, ani inne micyje), właśnie znalezienie się, ot tak, na bezkresnej łące pełnej kwiatów. Koniecznie takich, jakie rysuje 5 letnia dziewczynka - proste łodyżki, intensywnie nabrzmiałe kolorem płatki, wprost idealne na kwiaty cięte do wazonu. Z biegiem lat obraz był modyfikowany. Widziałam tę łąkę z wysokości metra, potem metra dwadzieścia, dzisiaj widzę ją z prawie metra siedemdziesiąt. Im bardziej rosłam, tym łąka stawała się rozleglejsza, a barwy kwiatów zyskiwały miliony odcieni. Pojawiły się cienie i krajobraz zyskał na różnorodności. Ale marzenie zostało to samo.

     Poza tym chciałam być lekarzem.

    Teraz marzę o kilku rzeczach, wśród nich czołowym jest marzenie o zobaczeniu na żywca zorzy polarnej, to marzenie tuli mnie od wielu, wielu lat. Z biegiem czasu staje się jakoś mniej osiągalne, ale nie tracę nadziei! Pisałam już o tym w tym poście.

     Ale od zawsze, od zawsze marzyłam, by nie mieć wady wymowy. Już nie wiem skąd moja wczesna samoświadomość o tym i niebotyczny kompleks. Och, jak ja chciałam móc tak pięknie i dźwięcznie wymiawiać eRRR. Pamiętam, gdy byłam w pierwszej klasie szkoły podstawowej, myślalam sobie – Boże, jeszcze tylko dRuga klasa męczarni, potem na chwilę luz, bo trzecia, potem fatalna czwaRta, ale od piątej mam cztery lata spokoju! W moim dziecięcym życiu było bardzo ważne, a wręcz kluczowe, że imię i nazwisko nie było skalane tą literą. Dzisiaj sprawa wygląda dramatycznie, gdyż połączenie RL w nazwisku  jest dla mnie najgorszym z możliwych. Ale marzenie pozostało to samo. Chciałabym kiedyś usiąść sobie wygodnie na krześle, spojrzeć na ten burdel dookoła i powiedzieć na wydechu oczyszczające i soczyste KURRRRRRRRRWA! :)))



A dla chętnych - można już głosować na cycki Skorpiona w kolejnym odcinku międzyblogowej zabawy literackiej Finka z kominka:




Dziękuję :)

35 komentarzy:

  1. Ależ Skorpionie! Ty możesz wymówić za to R francuskie, które stoi dla mnie za zamkniętymi drzwiami. Paradoksalnie: Zazdroszczę!

    A w temacie: Miałam taki cudny czas pod koniec liceum, który spędziłam głównie przed sztalugami. Jeden z lepszych momentów mojego życia. Krystaliczna jasność o tym, co chcę robić dalej. Fantastyczne uczucie skupienia na tu i teraz.

    A jako młodsze dziecię marzyłam o tym, żeby być hersztem bandy sierot ;)
    Oraz by pojechać do Peru, co rozszerzyło się ostatnimi czasy też na Chile i Argentynę. Chyba kupię sobie skarbonkę.

    Zawsze, od kiedy pamiętam czyli, chciałam być postrzegana nie od strony swojej wagi. Byłam większa niż inne dzieci, a na lekcji plastyki na temat "Przezwisko/Ksywka" kazali mi rysować grubasa... I to gdzieś we mnie zostało, ta myśl o sobie, tak pięknie wyhodowana we mnie przez społeczeństwo. Chciałabym, by jej nie było, bo wagowo obiektywnie jest zupełnie normalnie i ok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, czasem też opływa mnie takie stan skrystalizowanej ścieżki do marzeń. takie totalne rozjaśnienie. Trwam w tym jkiś czas, ale zawsze potem jakies kłody leżą, nogi mi się plączą i rąbek u spódnicy. Trzeba chyba pucować te kryształy codziennie. 20 minut codziennie! Wbijam to sobie kwirlejką do głowy!

      Bebe, kilka postów wczesniej, chyba wpoście Share Week, opowiadałaś mi marzenie z przedszkola o kucharce w firankowym czepku i butach ortopedkach, o kanapkach środkowych! Ależ cudne!

      A skrbonkę to jak najbardziej! Ja mam słoik po kawie na dwuzłotówki! Mimochodem w skarbcu coraz pełniej!

      Ale, że Ty większa? No właśnie, jest normalnie i ok. To tak jak z moim R podobno. To wszystko bardziej siedzi w głowie.

      Dzięki Ci Kobieto z Papierem!

      Usuń
    2. Pamietam! Chcialam miec antresole i maszyne do pasztecikow do osobistego uzytku.
      Chcialam mieszkac w Bullerbyn (wykonane), chcialam zobaczyc Islandie (wykonane), chcialam zamieszkac na Islandii (niewykonane), chcialam wyjechac na biegun i prowadzic tamze badania naukowe nadczymkolwiek (niewykonane, ktos inny bada nadczymkolwieki, ech).
      A do tego zawsze chcialam byc piekna, madra i bogata (dla spokoju ducha powiedzmy, ze in progress) :-)))

      Usuń
    3. Jacie, Kaczko 0_o
      Na antresoli robiłabys paszteciki? W życiu. Ja to bym mogła tylko jeść te paszteciki.
      Z tą Islandią to definitywnie nie żegnałabym się, bo diabli wiedzą, gdzie Ty jeszcze wylądujesz!
      Generalnie, co tu kryć, żyjesz jak w bajce i nie jest to ani bajka o Kaczce Dziwaczce ani Złotej Kaczce. Ibsen jeszcze coś nabazgrał chyba? No ale Ty nie dzika. Chociaż Dzika kaczka to jak Wieprz i Kaczka w zasadzie.

      Usuń
  2. Temat jest zbyt obszerny, by można go go wyczerpująco przedstawić w komentarzu. Mam pomysł, jeśli wygrasz bieżącą finkę, zapodaj go jako temat przyszłej wprawki:-)).
    Wiesz, teraz mi ćwieka zabiłaś. Gdy tak sobie o tym wszystkim zaczynam myśleć, smutnieję i smutnieję... Pomyślę, a jak do sensownych ustaleń dojdę, to wrócę i odpowiem:-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wróć i opowiadaj, jestem ogromnie ciekawa Ciebie sprzed lat, która ulepiła Ciebie Obecną! Smutniejesz? Tym bardziej opowiadaj! Przedmuchamy Twoje smutki!

      Jeżeli dwadzieścia kilka głosów wystarczy, to wygrałam ;) Wiary trzeba! I pracy! :)

      Usuń
  3. A wiesz, że jak byłam nastolatką to chciałam być dojrzałą kobietą, tak koło pięćdziesiątki? Głównie po to, żeby mieć już dużo rzeczy za sobą, cokolwiek to mogło wtedy znaczyć... i święty spokój. Tak myślałam.
    :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, nie wiedziałam, że ktoś marzył, żeby miec TO już za sobą. Ja jako nastolatka byłam niesamowita, chciałam po kolei, albo na odwyrtkę i dużo i smakować i trwać w tym co mnie zachwyca. I nie chciałam spokoju na zewnątrz, wystarczył mi spokój w domu, uczuciach i we mnie. I strasznie duży mam teraz apetyt na życie! Jeżeli teraz kazali by mi wracać do góry, byłabym niepocieszona!
      Uściski!!!!!!!!

      Usuń
  4. Marzyłam, żeby zostać baletnicą. Dotąd próbowałam stać na samych koniuszkach palców, aż sobie zwichnęłam nogę :))
    Nie jestem baletnicą, ale wykorzystuję każdą okazję do tańca. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Baletnica! Na moim prywatnym profilu na fb jestem baletnicą!
      Ale tańczyć nie umiałam nigdy, nie umiem i nie będę umieć. Jestem totalnym tanecznym beztalenciem! Dlatego strasznie się niepokoję weselami moich synów! Chyba sobie nogę w gips włożę i będę symulować złamanie!

      Usuń
    2. :))
      Zacznij kręcić piruety już teraz, a nie myśl o gipsie. Żebyś nie wykrakała!

      Usuń
    3. Mam nadzieję, że jeszcze z 15 lat spokoju i kręcenia piruetów solo ;) A potem to już dostanę osteoporozy i sytuacja się wyklaruje :)

      Usuń
  5. Tak mysle i mysle..
    Chyba jako dziecko nie mialam ogromnych marzen... Chcialam zeby mi wszyscy spokoj dali i pozwolili zyc jak tylko chce - i to marzenie w sumie sie spelnilo :) Zawsze chcialam moc chodzic wlasnymi drogami i to teraz robie.
    Poza tym, mam wiecej drobnych marzen, ktore pojawiaja sie co jakis czas i ich spelnianie daje ogromna radosc :) Dobrze mi tak z marzeniami 'na biezaco' :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E., ja też dzięki Tobie uprzytomniłam sobie ta chęć, by mnie wszyscy (czytaj rodzice, nauczyciele) zostawili w spokoju! Tak, chodziłam własnymi drogami, potem byłam bardzo szczelnie zapięta pod samą szyję, ale teraz odpinam po kolei!
      Te drobne marzenia są cudowne, dodają smaku życiu, trzeba je mieć i spełniać, żeby rodziły się nowe. Ale mam też długoterminowe, jak ta zorza!
      E., ale fajnie napisałaś! Chciałabym żeby nasze nastolatki mogły się spotkać, byłoby to bardzo ciekawe!

      Usuń
  6. Po pierwsze - szalenie się cieszę. Z całokształtu.
    Po drugie - marzyłam o tym, żeby mieć wszystkie znaczki świata. Czyniłam w tym pewne kroki, odklejając do swojego klasera wszystkie znaczki skarbowe ze starych aktów własności ziemi, jakie chomikowali rodzice.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Katachrezo, a jak ja się cieszę! Dziękuję Ci!
      O, znaczki! Tez zbierałąm ,ale tak klasycznie, z kopert i poczty. Miałam wykupiony abonament, Mat zresztą też teraz miał. Ale skarbowe i to z aktów własności ziemskich? O! Niesamowite! Ale myślałaś przy tym, że ze znaczkami masz również w posiadaniu te majątki ziemskie?

      Usuń
  7. A ja chciałam mieć zawsze nogi do samej ziemi. Cholera, zapomniałam tylko sprecyzować jak mają w rzeczywistości wyglądać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i marzenie się spełniło! Widziałam! Dla poprawy Twojego humoru pomyślę nad kolejną falą zachwytu!

      Usuń
  8. Moim marzeniem było mieć psa. Chyba dlatego, że wychowalam sie przez 3 pierwsze lata zycia z bardzo milym kundlem. Potem brakowalo mi zapachu psiej siersci i tego uczucia bezpieczenstwa. Zbieralam pocztowki z psami, zaczytywalam sie w" Rasy, psy, wychowanie". Pierwszego przyniosłam do domu w wieku lat 6. Został. Potem już zawsze były psy, od lat dwa. Dom bez psa nie jest dla mnie prawdziwym domem.
    Drugim marzeniem bylo spiewac jak Abba. Czynilam ogromne wysilki koslawiac zlote buty mojej mamy, i spedzajac godziny przed lustrem. Pamietam, ze martwilo mnie tylko, ze jako kobieta z Abby bede miala do wyboru meza brzydkiego albo brzydszego, i do tego z broda. Coz, Abba nie zostalam. Przez wrodzona skromnosc.
    Jako nastolatka bardzo chcialam wyjsc za maz za takiego nieduzego Japonczyka, z teczka, w garniturze, i koniecznie w okularach. Niestety nie bylo zadnego na podoredziu, a wiec zachowalam dziewictwo do pelnoletnosci.
    Moim marzeniem teraz jest zyc w kraju, w ktorym temperatura nie przekracza 20 stopni, nawet w najgoretszym miesiacu. I zeby padalo jak najwiecej. Przepraszam za moje marzenie ale ja naprawde czuje sie najbardziej szczesliwa, energiczna i w ogole cool, kiedy na dworze leje jak z cebra, wiatr zawodzi, dujawica duje i zamiec zamiata. Chetnie hibernowalabym sie od kwietnia do listopada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam tę książkę! Mam! Jedyna chyba w czasach prehistorycznych, fachowa literatura!
      Nie wiem jak to jest wychowywać się ze zwierzęciem, zawsze chciałam! I dopięłam swego, po gąsienicach, które zbierałam z drzew, ślimakach, w końcu tata przyniósł kurę Eulalię, opisywałam ją tu :))) Potem pozwolono mi mieć papużkę Filipa! Potem chomik Adolf, Pływak żółtobrzeżek Euzebiusz.na końcu, przez 17 lat mój kochany pies Kalif. Umarł w 10 rocznice naszego ślubu. Ślubu z Małżem, rzecz jasna, w 2010 roku. A od 8 marca 2013 mam Limę - naszą kotkę. Ja, psiara kota! Niepojęte!

      ABBA - hihihihi ale fajne! Mąż brzydszy i jeszcze brzydszy, nawet z brodą w dodatku, po latach może okazać się jednak nie taki brzydki. Ja tam kocham brodaczy!
      Ale Japończyk? Boże, broń!
      I Twoje marzenie ostatnie tutaj, spełni się! Maj ma być deszczowy i brrrr!

      Usuń
  9. O rany, jakie macie fajne marzenia! Skomentuję każde z osobna!

    A czy pamiętacie się jak byłyście nastolatkami? Jakie byłyście? Co z Was zostało? (yhyhyhy) Co było ważne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja siebie pamiętam! :) Uśmiałybyście się hhehehe :D

      Usuń
  10. Marzenia, które pamiętam: mieć długie i zgrabne odnóża, czarne bujne loki, być nauczycielką (cholera, sprawdziło się na 30 lat!), zostać kierownikiem literackim Teatru Wybrzeże (kolega z roku mi fuchę podebrał...), poderwać Ryszarda z IV roku historii, mieć genialne dzieci (no, prawie, prawie się ziściło) i ostatnio - sorry za takie marzenie, ale chciałabym jakoś godnie i w miarę bez cierpień przeprowadzić się na ,,drugą stronę''... Jako że od dziecka mam naturę realistki nigdy mi się nie marzyło, by być aktorką czy piosenkarką, o modelce nie wspominając.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale poderwałaś, Zgago tego Ryszarda? Nie opuszczaj tak ciekawych wątków! Och nauczycielka z nogami do ziemi i burza loków! Ja mam z natury włosy blond i układające się w nieznośne fale. Fale te ugładzam do tej pory, ale po deszczu znowu falują i żyją własnym życiem. A wzrok niebieskich ócz mam podobno zabójczy więc robię za Gorgonę!
      Twoje ostatnie (nomen omen) marzenie jest jakże mi bliskie! Tez o tym myślę często, skrystalizowane zostało w poście na zamówienie Izabelki. Śmierci własnej się nie boję, tylko procesu umierania i tego jak tu sobie poradzą ptaszyny beze mnie. No ale znowu nie wiem, czy to nie jakieś zadufanie w sobie, że ja taka niezastąpiona czy cuś.
      O, przypomniała s mi o moim marzeniu, nie piosenkarskim, ale blisko! Często mi się śni i jest to tak ogromne pragnienie wyjące, że umiem grać na gitarze i władam językami tak biegle jak Paganini na jednej strunie.
      A ja byłam raz na castingu modelek! hahaha!!!!!!!!! Ale mi przypomniałaś, dzięki!!!!!!!!

      Usuń
  11. Ech... rozmarzyłam się:)
    Chciałam malować, muzykować, jeździć po świecie.
    Spotykać ludzi, poznawać ludzi, słuchać. Być w ruchu, w drodze, do utraty tchu.
    A potem dla złapania oddechu przepadać w górach, aż znów zatęsknię za człowiekiem:)

    Marzyłam o psychologii.
    I o tym, by mieć swój własny pokój:)

    Dokładnie pamiętam siebie nastoletnią. Zupełnie jakby to było wczoraj:) Bo było!

    Piękny temat! Można by tak godzinami, od marzenia do marzenia, od snu do snu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, znam te kllimaty. Dym z ogniska, zapach zielonego, wskazówki w kokardkę. i ten zapach artystycznego światka! kolory, feerie nieoczekiwanych zdarzeń! jak balonik nad ziemią. i potem nur do szałasu i herbata pod kocem, i ogień trzaskający! Ach! tak, tez to bliskie moim marzeniom.
      Znałam chłopca, który marzył, by mieć swoje biurko i półkę, gdzież tam o pokoju! teraz chłopiec jest bardzo dorosły i jego dzieci mają biurka i swoje pokoje :)
      Marzenia się spełniają! Chociaż czasem się wydaje, że nie!

      Usuń
  12. Ja pamietam siebie nawet z dziecinstwa:) Bylam zawsze zlosliwym gnomem, ktorego bawilo podkladanie pinesek pod przescieradla, zamykanie ludzi w drewnianych wychodkach, zamiana lekarstwa na kaszel na srodek przeczyszczajacy i tym podobne brewerie. Poniewaz mialam do tego usmiech szerokoustnej zaby, blond wloski i blekitne oczy, kazdy sie nabieral, ze ma do czynienia z delikatnym aniolkiem.Do pomocy mialam kuzyna Ediego, ktorego pomysly byly jeszcze ciezszego kalibru niz moje. Czytalam niedozwolone ksiazki, znalam brzydkie piosenki i wierszyki, ktore spiewalam na forum rodziny udajac, ze nie wiem w czym rzecz. Uwielbialam siac ferment.
    Jako nastolatka znalazlam sobie przyjaciolke, ktora byla tak samo zlosliwa jak ja, i dalej uprawialam niecny preceder nabierania innych. Bylysmy okropne, ale osiagnelysmy mistrzostwo. Nie zawahalam sie przed zadnym wyglupem, od lezenia w tramwaju i spiewania piosenek od tylu, do udwania skaczacej i spiewajacej wrozki- nibynozki na ulicy. Z tamtych lat zostala mi przyjaciolka. :)
    Nigdy nie marzylam o zadnej zmianie swojego wygladu, chociaz jestem wzrostu plugawego. Chyba zawsze siebie lubilam. (A nie! Zapomnialam, ze zawsze chcialam miec sztuczne zeby i nie chodzic do dentysty. Jeszcze troche i pewnie i to marzenie sie spelni.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, ja tez się pamiętam z dzieciństwa. ja bym się Ciebie bała Wieprzu. Podporządkowałabym się Tobie i kto wie, czy nie łaziłabym z Tobą po drzewach, bo ja łaziłam po wykopach, hałdach piachu i opuszczonych ogródkach. Ale chyba bym Cię trochę spiłowała, te kanty wyszlifowała i otwierała modre oczęta na innych, wrażliwszych trochę.
      Ale ja też byłam zdolna do leżenia na krawężnikach, udawania uciekinierki z poprawczaka i farbowania gumy do żucia rysikami kredek!
      Przyjaciółka to ważna rzecz!
      Ale sztuczne zęby?! Moi dziadkowie mieli, to sobie patrzyłam, ja tez miałam sztuczną szczękę Drakuli, którą nosiłam ze starszym bratem po kolei (fuj, mówi starsza ja teraz). Ale teraz marzę, by zębów nie stracić! Najchętniej przykładałabym krety do policzków, żeby mi w ogóle nie wypadły! Never! Moja mama zawsze mówiła- gdyby nie te zęby, to by była dupa z gęby!

      Usuń
  13. Aaaaaa faktycznie jeszcze zęby!!!!
    Ech te zęby, Pieprz wyrwała mi z gęby. ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jedno, co się Panu na Niebiosach nie udało! Zęby! :))))

      Usuń
  14. Cos w tych łąkach bezkresnych jest! :)
    Dziecięciem będąc, CODZIENNIE przed zaśnięciem wizualizowalam sobie własnie coś takiego, no może bardziej coś między ogrodem a łąką, plus biały zamek, plus koń, na którym sobie po tym przyrody łonie popylam. I ostro wierzyłam, ze po śmierci (tak, wiem, może to dziwne w tym wieku) się tam przeniosę i zostanę na zawsze. I że tam nie ma problemów, złych ludzi „ani nic”.
    No. Sentyment do łąk został mi do dziś, aczkolwiek zamieniłabym zamek na jakąś niedużą chatkę (kto by tam latał ze ścierą po stu komnatach!), najlepiej bez zasięgu telefonicznego (ale z netem ;)) a jeszcze lepiej żeby z drugiej strony było ciepłe morze a z trzeciej góry. I widok na wschód i zachód słońca. Koń niekoniecznie. Może być rower i lotnia, na których podziwiałabym piękno mych ogromniastych włości. Wstęp wolny, zapraszam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, Diable, no patrz, poszłaś dalej w łąkowych marzeniach. ja zatrzymałam się na florze! O śmierci też myślałam jako dziecko i innych poważnych sprawach. Czy to normalne, że dzieci o tym myślą??? Pamiętam jak się bałam, że rodzice mi pomrą!
      Jejku to ja wpadam do Twojego Piekła! Dawaj mapkę! Ale musi być net, mogę nie mieć radia, tv, ale muszę mieć net! Zupełnie nie wiem jak mogłam przeżyć kilkadziesiąt lat bez niego, niewiarygodne!

      Usuń
  15. Już od przedszkola chciała rock and rolla, chciała go mieć - mniej więcej taka byłam jako nastolatka, na szczęście mi przeszło. :)
    Teraz chciałabym sobie poukładać trochę życie i wyjść z długiego zakrętu pt. nie bardzo wiem, czego chcę. Poza tym chciałabym mieć dłuższe włosy, to akurat od czasów nastoletnich się nie zmieniło. I chciałabym dokończyć tatuaż na łapie.
    Takie "R" jest bardzo seksowne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jako nastolatka miałam kębkę włosów na szczycie czaszki, wygolony tył i boki i cienki warkoczyk do tego z tyłu. Strzygłam się wiele lat sama! yhhyhy. Koncerty, życie towarzyskie! Ale jakoś ten etap burzliwy minął, chociaż dusza częściowo rogata! Na tatuaż jakoś się nie zdobyłam, miałam wizję jak się rozrastam wszerz i on ze mną.. i to się ziszcza! Aaaaa! Twój jest piękny!
      R seksowne? O jerysiu, w życiu! Pamiętam jaka byłam bystra, żeby we wszelkich ustnych wypowiedziach omijać tę przeklętą literę! Myślę, że to i książki dały mi bogaty słownik synonimów, dostępny na poczekaniu! Jak to niepowodzenia hartują!

      Usuń

Jeśli się jeszcze wahasz, wiedz, że każdy komentarz cieszy autorkę i dodaje jej 1cm w biuście.
Dziękuję :)