piątek, 8 września 2017

(243) Doba

      Ranek nie jest jeszcze upleciony z oddechów ludzi. Rano jest dziewicze, niesplątane przecinającymi się trajektoriami kroków, wolne od zderzeń cząstek masy, części ciał i plątaniny myśli. Powietrze jest jeszcze klarowne, bo wolne od piekących oczy dymków wypowiedzi.

Ranek sunie gładko łódeczkami godzin i wpływa w popołudnie, które, gęstsze od ranka, staje się brzemienne pęczniejącym pod sercem wieczorem.

     Kiedy wieczór dojrzeje, nabrzmiewa, a wtedy pęka przezroczysta błonka oddzielająca go od dnia. Wieczór rodzi się w ciszy, samotnie, gdzieś wysoko, oblewa świat skondensowaną czernią kosmosu i zaskakuje wrodzoną zdolnością przekształcania rzeczywistości. Stopniowo opadając na wszystko, rozmywa kształty, powoli i skutecznie rozpuszcza kreskę konturów, przez którą wylewa się podstawowa zawartość rzeczy i zdarzeń. Ich skrywane głęboko prawdziwe znaczenia uwalniają się i mieszają ze sobą, a łącząc się w sposób przypadkowy, nabierają nowych nieokreślonych jeszcze cech, które trzeba na nowo nazwać. W ciemności, po cichu, ich uwolnione wnętrza spotykają się, dotykając się najpierw nieśmiało, później coraz odważniej, przenikają się w różnych pozach i konfiguracjach, tworząc hybrydy życia. Ewolucja. Wieczór wlewa się w noc.

     Jestem Królową Nocy. Mam nad nią władzę. wydobywam z jej Enigmy sens złożonych struktur, ekstrahuję esencję z jestestw. Godzinami trawię gęstość ciała doskonale czarnego. Rozcieńczam, rozplątuję, wysnuwam z niego czarną nitkę i plotąc z niej pojedyncze litery tkam z nich wersy zdań, by wszystko stało się czytelne, gdy noc umrze o poranku. W moim okrągłym brzuchu nad kielichem ud następuje inwolucja minionych zdarzeń. Rodzę każdy ranek w bólu, krzyżuję na kolejnych kartkach ramiona gwiazd zarannych.

     A rankiem znowu wszystko leży równo poskładane w kostkę brukową, myśli uczesane w koński ogon posłusznie ciągną dorożki. Lusterkom kałuż odbija się niebo po upojnej nocy. Oddycha się na przestrzał, poruszając firankami, a kryształ powietrza dźwięczy czysto sercem dzwonu. Życie staje się pozornie prostsze, a przynajmniej rzadsze i nie zalepia porów skóry. Ranek odradza się lekkością bytu. 

     ...ranek nie jest jeszcze upleciony z oddechów ludzi. Rano znowu jest dziewicze...

     Dowodem na to, że to nie był sen, jesteś Ty, który właśnie nawijasz na własne uzwojenie ten upleciony ciąg liter moczących swe ogonki w kałamarzu czarnej dziury.





***

     No. To wiecie, Skorpiofani, co robię w nocy. Rok szkolny zaczął się kompletnie znienacka, zegarki zwariowały, dzwonią jak opętane w środku nocy, a ja martwą unoszę powiekę i z drżącą reanimuję kwiat młodzieży. Potem robię sobie dożylnie zastrzyk z kofeiny i bułeczki cynamonowej i w końcu budzę się. Nie wiem bowiem, czy wiecie, że ktoś u nas zamieszkał? Zauważyłam ją jakiś czas temu. Widzę tę postać, jak błyska siwizną za oknem, kiedy jest jeszcze ciemno i okna patrzą ciągle odbiciami do wewnątrz. Kłaniamy się sobie nieznacznie, uchylając lekko wydumane panamy zwieszające się jak nawis inflacyjny nad skrzydełkiem brwi. Chodzimy razem do łazienki, widzę ją jak się kąpie w mojej obecności, nie mając za grosz wstydu. Zauważyłam, że ze skroni spływają jej pierwsze siwe pasma dróżek mlecznych, a wokół oczu ma drobne zmarszczki. Skądś przecież znam ten odcień błękitu. Przecieram zaparowane lustro, a ona stoi przede mną naga. Mówię dzień dobry, również bezwstydnie przechylam na bok głowę, ona wykonuje taki sam grymas ust i spod przymkniętych powiek wypuszcza stado koników morskich. Przeciera ręką lustro by płynnym ruchem dłoni z powrotem nałożyć warstwę pary na zimna taflę. Dobrana z nas para. Trio właściwie. Cień, odbicie i ja. 

     A Wy jak tam żyjecie w tym deszczu i zgniliźnie jesiennej, która tak słodko chwyta zimnymi palcami za kostki i wyrywa nogi spod kołder już gdzieś w rejonie krzyża? 

    

43 komentarze:

  1. Pewnie bede sie musiala przyzwyczaic do jesieni.... dzisiaj pierwszy raz po lecie wlozylam w domu cienki polarek :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam śmiałe fantazje, żeby do wiosny nie wychodzić z łóżka :)

      Usuń
  2. uwielbiam tę porę roku, choć czemu, sama nie wiem. noc zapada zaraz po drugiej kawie, budzik dzwoni przed brzaskiem. u mnie noc nijak snu nie służy. pudruję podcienia ócz coraz grubiej. ale jestem tu i teraz. a w tle gra fado. fado umi celebrować jesień wszelaką :) b.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bardzo lubię jesień tak naprawdę. Tę piękną jasną, szeleszczącą, kiedy fruwa babie lato, a jeże łażą po parkach. Wszystko jest takie kolorowe, że chciałoby się zatopić to w bursztynie i siedząc pod tak ciepło oświetlonym wnętrzem namiotu pić herbatę z miodem. Słuchając fado :)

      Usuń
  3. A więc tak się Moniu nocami zabawiasz, rękodzieląc pledy ze słów. Ładnie. Nawet bardzo. Jesień w tym roku przybyła przed czasem - czuć ją w porannej bryzie i rześkości szarej godziny, kiedy dzień się zmienia w noc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień zmienia się w noc tak niepostrzeżenie, ze człowiek się gubi w ciemnościach i nie może trafić łyżeczką z tiramisu do ust.
      Nie lubię tylko tego smutku i nostalgii początku jesieni. Tego uczucia straty. Uściski, Adamie!

      Usuń
    2. Lubię jesień, tak jak i inne pory roku. Mam wspaniałe wspomnienia z jesienią związane - to czas Skorpionów, zwłaszcza jednego, szczególnie mi bliskiego, który sprawił niegdyś, że skojarzyła mi się nierozerwalnie z pełnym ekscytacji oczekiwaniem, bliskością, spełnieniem, radością wspólnego bycia. Lubię tę jesienną nostalgię, bo doskonale pasuje do tej mojej poskorpionowej…

      Usuń
    3. Tak, jesień to czas Skorpionów. Jeśli byłeś związany ze Skorpionem, to wiesz co to znaczy, wiesz jakie one są naprawdę, w środku. Mają wachlarz wspólnych cech.
      Moja jesień tego roku jest inna. Totalne zmiany, skok w przepaść.
      Trzymajmy się chmury!

      Usuń
  4. proszę mi uszyć czapkę z pomponem z tej czarnej dziury dobrze? w rewanżu umyję pani podłogi... albo nasmażę pomidorów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy zmrok połknie miasto nad rzeką,
      wyciągnę rękę przed siebie daleko...
      Chwycę ogonek czarny jak smoła
      i w czarną dziurę gromko zawołam:

      Wypluwaj w te pędy, moja kochana,
      wszystko, coś zjadła z wieczora do rana:
      gwiazdy, księżyce, kometę z ogonem-
      uszyję z niej czapkę dla Oka - z pomponem!

      Usuń
    2. słowo się rzekło... gdzie te podłogi?

      Usuń
    3. A ja tak liczyłam na te pomidory!

      Usuń
  5. taaaa... pomidory... facet przy kuchni, a nie pomidory. i może jeszcze w fartuszku? i te podszczypywania i komentarze niewybredne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W życiu! Jak facet stoi w kuchni, to wodzę za nim cielęcym wzrokiem i mnie zatyka z wrażenia.

      Usuń
    2. chcę zobaczyć oną cielęcinkę, dawaj te pomidory - poradzę sobie...

      Usuń
    3. to może chociaż kuchenkę?

      Usuń
    4. Chcesz mi teraz wynieść kuchenkę?

      Usuń
    5. przecież na czole ich nie usmażę. z kuchenką mam pedałować, czy mnie do tej kuchni jako egzemplarz do zatykania wrażeń wpuścisz? taki chippendales kuchenny, albo feromon cielęcinkowy.

      Usuń
    6. Wyrzucę wszystko z lodówki na blat i działaj. Garnki i patelnie w szafce, aspiryna na półce. Woreczki do mrożenia żywności w szufladzie. Setka wystarczy?

      Usuń
    7. zadzieram kiecę i lecę, jako ta latawica płocha

      Usuń
  6. A ja nocą to jedynie androny plotę:-) Ożeż, skończta wreszcie marudzić z powodu nadchodzącej jesieni. Gdzie nie zajrzę, płacz i zgrzytanie zębów. O co chodzi? Właśnie rozpoczyna się najpiękniejszy okres chłodu, wyjącego wiatru, siąpiącej mżawki i wpadania w kałuże. Moja dusza tańczy twista z radości, moja skóra pije wilgoć jak gąbka, a ja wreszcie wyniosłam 12 wentylatorow do piwnicy.
    Jeśli jeszcze raz coś napiszesz złego o jesieni, to zamknę Cię u mnie na stryszku latem:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj spokój, Wieprzu, tu jest dramat. Grzebię moje sukienki w szafach, robię pochówek klapkom, daj mi przeżyć żałobę. Znowu będę musiała nosić na plecach trzy kilo odzieży i wyjąc z zamrażalnika śnieg z zeszłego roku. Dzisiaj robiłam zapasy koperku na zimę i znalazłam w słojach zwłoki zimowego bałwana. Rozumiesz, ze nastroju weselnego nie mamy z racji tej niespodziewanej, skądinąd, ekshumacji. Nie wiem teraz, czy prochy mam rozrzucić w ogródku, czy wrzucić do drinka?

      Usuń
    2. Acha - co masz na tym stryszku? Muszę się zastanowić, czy mam szkalować jesień z premedytacją, czy odpuścić.

      Usuń
    3. Wieprzu, a duzy masz ten strych? Bo jak bedziesz chciala pozamykac tam wszystkich, którzy brzydko pisza o jesieni, to wiesz. Imie nasze jest Legion :)

      Usuń
    4. Ten strych ma jakieś 20 metrów, ale posiada skosy, więc trzeba być czujnym. Całe ciepło z domu tam sobie wędruje i siedzi, i rozkoszuje się temperaturą 60 stopni...to co? Następna jesień u cioci Gabrysi na stryszku?
      Diable, mam też piwnicę! A wygląda jak rzeźnia, bo została cała wykafelkowana na biało w latach 80-tych. Sporo ciał tam można upchnąć...
      sKORPIONIE -Zaprawy? Czy ja wyglądam na kobietę, która potrafi robić zaprawy? Jedynie co tam można wyżerać to kulki na mole.

      Usuń
    5. Czyli to taki namiot, fajnie. Inspekt właściwie, zważywszy na tropiki. Może powinnaś go wynająć w charakterze suszarni dla Herbapolu?
      Nie słyszałaś sarkazmu w moim głosie? Znamy się nie od dzisiaj, siostro w garnku! Ale wyobraź sobie, ze ja MAM zaprawy i to jest zjawisko cykliczne. A macza w tym palce koleżanka Izabelka, ha!
      Po kulkach na mole trochę świszcze mi w uszach, sorry. Już mi się przejadły.

      Usuń
  7. Jestem dowodem,
    moje uzwojenie z radością przyjmuje łaskotki ogonków,
    kocham kałamarze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja z radością Cię łaskoczę!
      Mam dwa stare kałamarze po dziadku. Ze specjalnym zagłębieniem, by położyć nim pióro. Sama pisze piórem, bardzo to lubię. Od razu charakter lepszy, nie tylko pisma :)

      Usuń
    2. A ja myślałam, że jestem ostatnim dinozaurem w miłości do piór, piórek,atramentu i tuszu :-)

      Usuń
    3. Ależ! Ostatnim dinozaurem bez smartfona i mobilnego internetu jestem ja! I nikt mi tego medalu nie wydrze! Ryję te komcie rylcem wprost na monitorze.

      Usuń
  8. Tak szczerze, to ja ledwo-ledwo. Wlasciwie to jestem od 7 rano w pracy, ale raczej jeszcze sie nie obudzilam, to dopiero tak kolo 10 sie stanie. I tak codziennie.
    Nijak tych dorozek nie potrafie uciagnac...

    Do zeszlego wtorku udawalam, ze jeszcze jest laot - chodzilam wprawdzie w kurtce, ale w luznych spodniach z materialu. Ale w tamten wlasnie wtorek zostalam zmuszona do wskoczenia w dzinsy, których nie cierpie.
    Oraz przedwczoraj zamienilam kolderke letnia na zimowe koldrzysko.
    So, my dear sister, the summer is dead.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę! Ja mentalnie w pracy jestem non stop, to wada etatu w domu, człowiek ma wrażenie, że nie wychodzi z roboty, a sprzątanie, gotowanie i pranie gaci to jak przerwa. Obłędzik i paranojka.

      Usuń
    2. Oczywiście w słowie "zazdroszczę" wyczuwasz tę drżącą nutę ironii w mym głosie zbolałym jak kwaskowe jabłko jesienne? Przytulmy się, pokiwajmy i zanućmy szanty.

      Usuń
    3. Wyczuwam, wyczuwam :) Ale szanty, na Neptuna, kobieto, dobic mnie chcesz?!!!

      Usuń
    4. Wiatr wciska nam pod powieki krople zimnej wody lejącej się kubłami z góry, rozwiewa ociekające pasma rzednących włosów, które z głośnym plaskiem ośmiorniczych macek rozpłaszczają się na czerwonych policzkach, krzyk wyrywa się z gardeł i od razu po opuszczeniu ust zostaje podarty na strzępy, a do uszu i to własnych, dochodzą tylko pojedyncze głoski AAAA!!!! UUUUU!!!!!
      No to co, jak nie szanty?

      Usuń
    5. Treny moge porecytowac. Choc to moze jednak bardziej pasuje juz do póznej jesieni, do bezlistnych, czarnych drzew, szarpiacych mgle na strzepy. Wrony, kruki, dżedż itd.

      Koniec, stop, basta, nie myslmy nawet o tym.

      Usuń
    6. Dzisiaj u mnie było słońce i coś na kształt pięknej jesieni. I prześwietliło mi grzywkę tak jak dawno nie.

      Usuń
  9. Zwariowali!!! Wszyscy!!!! Jesien idzie, piekna, czysta, te deszcze zmywajace brudy, te wiatry, przeganiajace smieci, no i ja, wreszcie moge wyjsc pospacerowac i nie jest mi za goraco!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzie Ty mieszkasz, Basiu?! :D Kilka dni i taka pełna aklimatyzacja! Podziw!

      Usuń
    2. Niemcy polnocno-zachodnie.
      Ja mam defekt organizmu - nie toleruje ciepla powyzej 21 stopni! Czyli od maja do wrzesnia (z malymi przerwami)jest mi ciagle za goraco, nie moge nic zrobic w ogrodzie, spie z wlaczonym wentylatorem, spacerki wykluczone, zakupy to tortury... a dzisiaj wiatr, troche deszczu i od razu mi sie chce zyc! :)
      Ciekawe kiedy mi sie zrobi za zimno? Bo zimna (takiego prawdziwego) tez nie lubie :(

      Usuń
    3. Aaa, to jesteś Człowiekiem Środka. Wieprzu, patrz, koleżanka do Ciebie!
      Ja odkrywam właśnie to zjawisko od kilku lat. Jest wprost proporcjonalne do mojego wieku. Z wiekiem wzrasta mi nietolerancja na Celsjusza. In plus i in minus.

      Usuń

Jeśli się jeszcze wahasz, wiedz, że każdy komentarz cieszy autorkę i dodaje jej 1cm w biuście.
Dziękuję :)