wtorek, 23 grudnia 2014

(157) Miejska pastorałka o choince i berlince

    Gospodyni poprawiła opadający fartuszek, znad którego wylewały się zapasy tłuszczu pracowicie zmagazynowanego na zimę (tak, notoryczna ochota na słodycze była jedną z jej rozlicznych wad, którym oddawała się z rozkoszą, nawet bez żalu i bez wyrzutów sumienia, które, jak wiadomo, potrafią zatruć najsmaczniejszy kawałek tortu). Czasem tylko spoglądała na swe zdjęcia sprzed wielu lat i dochodząc do wniosku, że obecnie jej obwód uda odpowiada obwodowi pasa przedstawionej nimfy, wzdychała głęboko i przerzucała swe myśli na drugą półkulę.
     Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia. Jako, że Gospodyni nie gustowała nigdy w plastiku, tak i tym razem udali się ze swym małżonkiem (dobra, wiadomo o kim to - z Małżem) na działkę w celu wyrwania ziemi tego, co się weń wetknęło parę lat wcześniej. W okamgnieniu to, co się wetknęło, przerosło wszelkie oczekiwania, a nawet dwa piętra. Sprawa byłaby klarowna, gdyby Gospodyni dysponowała piętrem, wówczas można by przekuć się przez strop i posiadać po pół drzewka na każdą kondygnację. Ale pech chciał, że dom jest parterowy. Przetruchtali dwukrotnie wzdłuż płotu okalającego włości, jak rasowa para psów stróżujących, a nie znalazłszy nic, co zaspokoiłoby ich perwersyjną chęć tarzania się w zielonym, zadzwonili do Maminy. 

rys. moja kochana Magda Pawełkiewicz-Sakowska.

- Mamino, wszystkie sosny osiągnęły pułap korytarzy powietrznych, a jodełki przy sraczyku są nędzne, wiotkie, łyse, co tu kryć, wyglądają, nomen omen, do dupy.

- Skierujcie się ku malinowemu chruśniakowi, tam ukryłam przed okiem ludzkim nieuzbrojonym choinkę przecudnej urody. Jak kwiat paproci objawi się wam za drzewem morelowym.

Wyrąbawszy maczetami dróżkę, oczom uzbrojonym strudzonych wędrowców (gospodyni krótkowidz, Małż dalekowidz - jak zawsze w opozycji) ukazała się jodła przecudnej urody. Tak samo wysoka, jak i szeroka. Twarz gospodyni rozpromienił uśmiech, a rumiane lico zapałało dzięcieliną na tak obiecujący widok, gdyż poczuła solidarność gabarytów i proporcji z tym fragmentem flory.
Nagle flora zaczęła się chybotać, podskakiwać, machać iglastymi ramionami w akcie desperacji, po czym wystrzeliła na metr w przestworza.

- No, zerżnąłem ją - wydyszał, Małż. - teraz trzeba ją skrępować.

- Wiesz, ja się krępuję, zrób to sam, pokieruję Cię. Przywiąż sznur do pnia głównego, po czym okręcając florę dookoła własnej osi, zacieśniaj znajomość. 

Po 15 minutach sapania, rzucania się Małża na leżące drzewo, ruchach dwuznacznych, krępowaniu sznurem i drapaniu pazurami po plecach, można uznać, że choinka została zdobyta. Teraz trzeba było brankę wrzucić na leżąco do wozu. Nasz samochód wiózł Gospodynię do ślubu, dwukrotnie do porodów, wiózł nad morze, w góry, dokonywał kilkukrotnych przeprowadzek, wiózł dziateczki do chrztu, (jedyne, czego odmawia, to za każdym razem pogrzebów Serio-serio, kiedy jest pogrzeb w rodzinie, autko nie odpala). A więc i drzewko nie sprawiło problemu.

Chwilę później przypadkowi uczestnicy ruchu drogowego, przemieszczający się na trasie Wrocław-Poznań, mogli zobaczyć kobietę rozduszoną na tylnej szybie przez gigantycznych gabarytów drzewo, którego pień dotykał dla odmiany szyby przedniej. W momencie, gdy kierowca próbował uchylić okno, by  wpuścić nieco tlenu, a wypuścić powstałą w kabinie mgłę, z samochodu strzelało stado zielonych macek. Postronnym świadkom mogło by się wydawać, że kobieta wrzeszczy jak Piekarski na mękach, a mogli wnioskować to z kolorytu i wyrazu jej wykrzywionej twarzy, przyklejonej do szyby na obraz i podobieństwo ogromnego blond glonojada. Jak się jednak okazało, kobieta śpiewała kolędy.

Po dotarciu do celu podróży, dyskopatyczna Gospodyni czuła się podobnie jak skrępowana choinka. Już po godzinie i trzech upadkach, drzewko stanęło o własnych siłach, czubkiem trzymając się sufitu.
Po kolejnej godzinie kłótni co powiesić na jołce, dzieci powiesiły połowę zawartości świątecznych kartonów, po czym Gospodyni mogła oddać się torturom. Najwymyślniejszą torturą było wykonywanie pierniczków. Gospodynie szczerze współczuła Syzyfowi i jego tantalowym mękom, gdyż piekąc pierniczki po raz trzeci, już wiedziała, że będzie je piekła po raz czwarty, a kto wie, czy nie piąty. I, o zgrozo, to się nawet masochistycznej Gospodyni podobało! Prawie wszystko gotowe, a Wigilia dopiero jutro! Ha! Ta organizacja pracy!

Małż występuje tego roku w roli nadwornego błazna i zabawiacza dzieci. Zresztą rola ta nie zmienia się zbytnio na przestrzeni lat. Pamiętam, że na początku naszej znajomości, po przyjściu z pracy stwierdzałam,  że automatyczna sekretarka pęka w szwach. A zapełniała ją codziennie i upierdliwie ta sama osoba. Tak, dokładnie. Ale czym? Otóż Małż opowiadał mi bajki. A ja siadałam na kanapie i słuchałam. Niestety, sprzęt był tak archaiczny, że mikro kasetki zaginęły, targane wichrami historii. Może to i dobrze dla Małża.

Dzisiaj zadzwoniło coś na komórkę. Nie mogłam odebrać, gdyż odbywałam kolejną karę pod tytułem barszcz i kapusta z grzybami (borowiki mmmmm).

Małż jako dżentelmen telefoniczny pozwolił kobiecie wyłuszczyć jej problem. Że dzwoni do nas w ten przedświąteczny czas, ale zajmie tylko chwilkę swoją super-hiper ofertą. Koniecznie i natychmiastung mielibyśmy sobie zainstalować Canal Plus. Mnie, która najchętniej pozbyłaby się pudła! Małż jednak, jak to Małż zaczął konwersować. I już po kilku minutach pani dowiedziała się, że chętnie byśmy mogli posiąść takie cudo, gdyby nam postęp technologiczny pozwalał. - W tym momencie zawołałam też dzieci, by słuchały andronów ojca. - Otóż pani (oraz ja i potomstwo) dowiedzieliśmy się, jakoby oglądamy telewizję na czarno-białym odbiorniku z lat 70-tych ubiegłego stulecia. Poza tym, jakby było mało dewiacji w rodzinie, oglądamy wyłącznie programy o zwierzętach. - W tym momencie młodzież zbierała resztki mleczaków z podłogi. 

Okazało się, że żyjemy jak dzicy. Ostatnie plemię Yanomami. Ale nie wiem też, czy pani udźwignęłaby informację, że faktycznie  mamy kineskopowy telewizor wielkości odyńca.

A jak już o zwierzętach:

- Mimku, może chociaż na święta zjesz kawałek rybki?

- Oszalałaś, mamo? Przecież to zwierzę!

Mim ma osiem i pół roku i nie zna smaku mięsa, ani wędliny. Nawiasem mówiąc masła i jajka też nie. Wyjątkiem potwierdzającym regułę, jest parówka Berlinka, spożywana może raz na dwa tygodnie. Ale czy Berlinka zawiera mięso? Ponoć ktoś kiedyś czytał o tym w podaniach ludowych.

***

♥ Kochani! ♥

Życzę Wam, byście, odgrzebując podczas Świąt te dobre, ciepłe uczucia
 gniazdujące w okolicach serca, które z biegiem czasu przysypuje kurz zwykłych dni,
 donieśli je do następnego roku!
I kolejnego i jeszcze jednego! I tak sto lat! 
A potem niech niosą je Wasze dzieci i wnuki!

rys. Magda Pawełkiewicz-Sakowska.
Prawda, że cudne kartki? :)


24 komentarze:

  1. Kartki cudne:)
    Telewizor kineskopowy też mieliśmy do niedawna, niestety zaczął wyświetlać obraz na zielono, co przeszkadzało odbiorcom płci męskiej, którzy - jaka szkoda! - nie oglądają tylko programów o zwierzątkach (takie o Puszczy Amazońskiej też by obskoczyły).
    A poza tym chętnie pośpiewałabym z Tobą kolędy. Nawet na glonojada:)
    Ściskam świątecznie i idę się zagrzebać w pościeli, by jutro mieć siły odgrzebać to coś, o czym napisałaś:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Momarto, w pokoju mojej mamy kineskopiak odbiera wszystko na czerwono, równowaga w przyrodzie, widzę, jest! Tam trzeba tylko oglądać filmy przyrodnicze o wulkanach.
      Czy już się do tego czegoś dogrzebałaś? Ja się dogrzebałam do skarpetki od pary! Jakie szczęście! A już myślałam, że przepadła bezpowrotnie.

      Odściskuję i zaśpiewajmy sobie gromko!

      Usuń
  2. Kochany blond-glonojadzie o zielonych mackach! To piekne jest, przeczytalam 3 razy :)
    I och, jak rozumiem ta solidarnosc gabarytów!
    Czuje tez solidarnosc z Mimkiem, widze ze ma calkiem jak ja. (choc ja nigdy nie chcialam jesc gasienicy, czy co to on tam chcial kiedys polknac).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój Ty Diable rogaty! Miód na me serce! I z powodu podmaślenia memu próżnemu ego i z powodu wspólnych rozłożystych gabarytów. Ściskam!!!

      Ale, że Diabeł-wegetarianin?! Ho ho!

      Usuń
  3. Uwielbiam Twoje teksty
    zamiast życzeń podziękowania, że piszesz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toż to najlepsze życzenia! Dziękuję!
      Umiarkowanie pochlebcze, stonowane ilościowo, po prostu wzorcowe ;)

      Usuń
  4. Bożence się szalenie podobała wyprawa po choinkę :D Tak dokładnie opisana, że wizualizując sobie tę choinkę z tą kobietą w tym aucie rżała jak nie przymierzając - kuń. :D
    Wesołych!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wesołych, Sekretarko Bożeny! Śmiejcie się na zdrowie!
      Dzisiaj natomiast Małż szukał obrusu! Aaaaa! Wyprawa po złote runo to pluszowy miś!

      Usuń
  5. Moniko, Ty wiesz :-*
    Wyjątkowo Małomówny Kanionek.

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękna gawęda Moniś:) Mnie to wzrusza, kiedy czytam jak moje siostry w płci wypiekają, wałkują, wycinają, gotują. A ja bezczelnie leżę i nakładam lakier na paznokcie. Niegodnam, niegodnam....:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bym tak chciała! Weź mnie z sobą do tej krainy szczęśliwości!

      Usuń
  7. O gdzieżeście miewają one latyfundia na południu od stolicy Wielkopolski???
    Zazdroszczę organizacji pracy. Po tegoroczej wigilii obiecałam sobie solennie, że w imię świętego spokoju duszy swojej i wspólplemieńców elemety niejadalne przyszykuję w gotowości na dobę przed godziną zero. Bo kulinarnie się wyrobiłam. Stół mam za wąski ino... Wniosek to drugi.
    A w kwestii pokrewieństwa telewizorni, nasz kineskopowy dupiak wysiadł demonstracyjnie w niedzielę 21. Jest w naprawie i niechaj się ona uda, gdyż nie jestem zdecydowana co miałabym zamiast tego nabyć. Teraz mamy maleństwo z dupką z ekranem wielkości monitora laptopka. I spoko.

    Poświąteczne życzenia spokoju i zdrowia! Cmok :)xxxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na terenie WPN :)

      Ciekawa jestem, jak tam naprawa przebiega. Mój laptop był w serwisie poza granicami województwa, jak się można domyślać, siadła mu bateria, jeszcze objęta gwarancją. Laptop wrócił, bateria świeżynka, ale co to? Nie ma kamerki! A kamerka jest nam niezbędna! Tak więc laptop jedzie w drogę powrotną na operację podłączenia kamerki, którą to wcześniej odłączono.

      Oj, życzenia spokoju najpotrzebniejsze! Uściski!

      Usuń
  8. Dyskopatyczny blond-glonojadzie, dumna posiadaczko nadwornego błazna, wegetarianina i odyńca, życzę ci, żeby zielone macki nie wyłysiały przedwcześnie i atmosfera świąteczna trwała jak najdłużej! Cmok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja Ty krynico wiedzy wszelakiej - potrzebnej i niepotrzebnej, istoto o głosie anioła, strumyku słów obcych i encyklopedycznych - dziękuję!
      Oblewam Cię potokiem życzeń pożądanych - niech Ci się wiedzie zdrowotnie, uczuciowo, zawodowo, ekonomicznie! Realizuj śmiałe plany, a dawaj Ty tyłek do kopania raz w tygodniu! Cmok!

      Usuń
  9. Muszę, po prostu musze wspomnieć i pochwalić się, że tez mam tv doopiaka ;) A że kupiliśmy go tuż przed najazdem plaskaczy, to mam gorącą nadzieję, że jeszcze posłuży długie lata :)
    MS

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, masz doopiaka! Nasz będzie kończył 15 lat latem i boję się, że będzie z nami do pełnoletności. Chciałabym się go pozbyć, by odzyskać utracony metraż, pod nim wszak jest szafeczka RTV wielkości skrzyni.

      Usuń
  10. Ożeż! Ze świątecznymi się nie wyrobiłam (eh, ehh, ehh, ale miło nam się o pierniczkach gawędziło w wigilię Wigilii [?], prawda?), to może wyrobię z noworocznymi?!
    Kochana - ZDROWIA oceanów ZDROWIA nieprzebranych, a reszta to się już jakoś ułoży :-) i oby układała się przez cały rok WSPANIALE!
    A historia z choinką zacna - najpiękniej (do ryku i rozpęknięcia) zilustrowałaś blond glonojada śpiewającego kolędy. Kolęda, kolęda! Choinka musi być piękna (bo chyba jeszcze stoi?) :-).
    Buziaki i ♥ jeszcze tegoroczne :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepis mam małpio prosty!
      A choinka, jasne, stoi! Wielka, krzywa i rozłożysta, jakże podobna do mnie, och! I promienieje!
      Dziękuję za piękne życzenia i dobre słowo, Mamo Ammara! Tobie życzę nieustająco odpoczynku przede wszystkim! A wśród tego opowiedniej mieszanki zadowolenia z pracy, miłości, cudownych wieczorów przy kominku, udanych polowań u szweda, no i ciepła - tego niegasnącego wewnątrz i na zewnątrz :)

      Usuń
  11. Nie bardzo wiem, czego życzyć przedstawicielce plemienia Yanomami! :))
    Na wszelki wypadek będę się poruszała po bezpiecznych acz mało oryginalnych życzeniach wszystkiego najlepszego, a co to oznacza w szczegółach Ty sama wiesz lepiej ode mnie. Dużo zdrowia, Skorpionko, tego zawsze wszystkim życzę w pełni świadoma jak brak tegoż może wpłynąć na całokształt.

    Mim jest kimś niezwykłym :)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo trafne życzenia, Emmo! Dziękuję! Jako szamanka Yanomami, przywołuję duchy zdrowia bez ustanku!

      To samo o Mimie napisał mi ś.p.wujek z Brazylii - egzorcysta, zakonnik, ksiądz. On wiedział coś, czego my jeszcze nie. Mim będzie wielki. Ciekawam w jakiej dziedzinie ;)

      Usuń
    2. Obstawiam jakąś dziedzinę mającą związek ze zwierzętami :)

      Usuń
    3. Planuje zostać świętym :)
      A przedtem być podróżnikiem i paleontologiem.

      Usuń

Jeśli się jeszcze wahasz, wiedz, że każdy komentarz cieszy autorkę i dodaje jej 1cm w biuście.
Dziękuję :)