czwartek, 28 sierpnia 2014

(141) Znowu zoologicznie, za co przepraszam!

     Teraz każdą wolną chwilę poświęcamy na łapanie owadów do nowego domku. Dziękujemy Wam, Kaczko i Bebe za te spacery z nosem w trawie! Za te godziny spędzane w chaszczach, w których grasują tabuny kleszczy! Jak przyjemnie jest przedzierać się z lupą przez mokre, nadmaltańskie zarośla, pod czujnym okiem spokojnie kroczących spacerowiczów i bywalców parków linowych! 

     Rotacja mieszkańców insektarium Mima jest kilkugodzinna. Po przetrzepaniu kieszeni, spisaniu dowodów osobistych, wykonaniu zdjęć portretowych z profilu i an face oraz prześledzeniu drzewa genealogicznego do pierwotniaków włącznie, na bruk wyrzucono w kolejności alfabetycznej:
ćmy róznych gabarytów i gatunków, muchy domowe, muszki drosofilki, osy, pszczoły, stonogi, trzmiela i wija drewniaka.

Mieszkańcy potencjalni, tj tacy, których Mim z chęcią by przygarnął, ale niestety, mają wilczy bilet to:
-zaskroniec,
-ślimaki,
-myszy,
-ryby,
-tasiemce,
-żaby,
-ropuchy,
-pijawka,
-papuga, najlepiej gadająca żako,
-oraz zabłąkany diplodok (młody)

Akcja rozwijała się brawurowo:
Mim chciał świerszcza. Widział kto z Was świerszcza w mieście? Albo w ogóle czy ktoś widział? No właśnie. A Mim widział. W sklepie zoologicznym. Cóż było robić. Pojechaliśmy nabyć.  W sklepie były jedynie świerszcze karmowe i to w ilościach hurtowych. Matko jedyna, przecież nie kupię stada owadów do chaty! (chociaż przymierzam się do straszyków) Mim asertywnie prowadzi dialog ze sprzedawczynią i pyta trzeźwo, czy nie można by wyłowić z terrariów czyjegoś drugiego dania. Niestety, po terrariach węży biegały tylko zupy opakowane w białe gustowne futerko i długi różowy ogonek.
Tymczasem przy ladzie zaczęła się już tworzyć kolejka niby normalnych ludzi: trzymających w dłoniach wędki z barwionym piórkiem dla kota, z łypiącą na boki scyraną rybką w napompowanym worku foliowym, nogą kury dla psa (chyba suszoną), świńskim uchem pakowanym próżniowo oraz łopatką do kociej kupy. A my powoli dobijaliśmy targu nad pudełkiem. Licytowana nekropolia obejmowała 14 sztuk świerszczy w nienajlepszej formie, co tu kryć, powiedzmy szczerze - trupów-  oraz sześć osobników dychających. Ledwo, bo ledwo, ale jednak. Mim chciał od razu przesiedlać je ze zbiorowej mogiły do luksusowego pomieszczenia z moskitierą i izolatki z lupką, z którymi się nie rozstaje, ale wybiłam mu to z głowy, zapraszając go podstępnie na lody Grycanek. Mim, który ma fobię bakterii, podskoczył ni to z obrzydzenia ni to z pożądania i mogliśmy opuścić lokal, uiszczając opłatę z udzielonym nam 50% rabatem na sarkofag ze świerszczami.
Nadmienię tylko, że eskalacja fobii miała miejsce podczas uroczystej Wigilii. Mim, przepychając się przez tłumek kilkunastu osób, zgromadzonych przy śnieżnym obrusie i kolędach sączących się złotym pyłem z głośników, podszedł do cioci-babci i zapytał tubalnym głosem: Przepraszam, ale czy toaleta jest ZDEZYNFEKOWANA?

NO. 
Mim nie tknie nic, kiedy ja jego dłoniach są bakterie albo jady grzybów i węży.

Udaliśmy się do domu i dokonaliśmy introdukcji owadów do środowiska naturalnego. Środowisko naturalne, owszem, ale nie dla owadów hodowanych od pierdyliona pokoleń w plastikowych izolatkach. Świerszcze zarżały radośnie, ale unosiły nogi z obrzydzenia, że coś zielonego oplata się wokół ich ciał. Pełzały we wszystkie strony jak karaluchy i chciały włazić do chaty. Po chwili jakby doszło do nich, że oto są wolne i dzikie i powlokły się pod liście piwonii i w fugi w płytkach. Ach, ten zew hemolimfy, ta burza hormonów i atawistycznych zachowań! Ta kipiel dzikich genów! Ale jakoś chyba się ogarnęły i wieczory od tej pory mamy obłędne! Warto było wywalić 3,50 PLN w trawę!

     A wczoraj złapałam dla Mima wija drewniaka! Wypasiony, kilkucentymetrowy czyhał na mnie pod umywalką! Jako, że Mim biegał już po wiszących ogrodach Semiramidy i rozmawiał z muszlami i Markiem Kamińskim, odłowiłam go w kwikach do Insekten haus (tak, wstyd mi, ale on biegał tak szybko po moich rękach) i odłożyłam w chłodne i zacienione miejsce, czyli przy wannie. Rano przynoszę do łóżka Mima trofeum, które spoczywa nieruchomo na bocznej siatce i wlepia w nas czerwone spojrzenie małych oczu. Mim chwyta domek, ale wij odpada od ściany i z łoskotem pada na podłogę swej kwatery. Pada  i zastyga w pozie na wioślarza lub na robiącego brzuszki. Przy próbie reanimacji odpada mu jedna rączka. Wij nie zmienia pozycji. A więc to śmierć. Mim w płacz. Ja w konsternację. Mat do kuchni na śniadanie. Zieeew. Stoję tak w piżamce i słucham steku wyrzutów, jakoby Mim jakiś czas temu wypuścił tego lokatora na NASZE salony (dla przypomnienia jak wyglądał KLIK!), że żył sobie, nikomu nie wadząc, że spokojny był, że niehałaśliwy i nieuciążliwy, a tu nagle pojawiam się ja, wpycham go za kraty i podstępnie morduję po nocach. 
(Jezuniu, ile to dni z nim mieszkaliśmy, wertuję tylko mózg. Wychodzi mi, że prawie 3 miesiące! Nie dziwota, że go nie poznałam! Był już wielkości małego węża ogrodowego) To chyba rzuca jakiś cień na jakość porządków. Hm.

Dzisiaj nie będzie zdjęcia wijów, ani świerszczy, bo już były. Ale trzymajmy się nurtu zoologicznego, a nawet, idąc dalej i głębiej w ten animalistyczny las, entomologicznego. Będzie to bogata dokumentacja, jak życie po śmierci może być piękne!











po wnikliwych poszukiwaniach udało się spisać dane autora:
Magnus Muhr


     Bo ja taka jestem rozkojarzona i roztargniona. Co się dziwić, tyle przygód, a jeszcze rok szkolny za pasem ugniata pachwiny.
     Siedzę sobie ja, piszę ody do wija, a tu włazi do mnie Lima. Lima jakoś dziwnie pachnie. Stęchlizną, czy węglem. Czy tam czymś równie niemiłym. Kontroluję podogonie, miziam i wyjmuję kilka sfilcowanych kulek z kryzy. Franca się filcuje jak wełniany sweter uprany w 60C. Skubię, skubię, jem mizerię, jem mizerię, pukam, pukam, a swąd coraz większy jakby. Ze smrodem spada równocześnie poziom przejrzystości powietrza. Pędzę dostojnie do kuchni ruchem posuwistym jednostajnym, po czym stwierdzam, że owszem, nastawiłam obiad. Na kuchence wyłażą z siebie brokuły zamienione w zupę o gęstej konsystencji kremu, patelnia od dwóch godzin smaży nicość na 0%-owym niczym, generując kłęby gryzącego dymu a ziemniaki z zimna tłuką się po ścianach zimnego gara. Zadumałam się nad tym zdarzeniem i zjadłam w afekcie kolejną porcję mizerii. Z kołtunami Limy. Myślicie, że będę rzygać kłaczkami?

16 komentarzy:

  1. Tyś Autorką muszych konterfektów? To trzeba by w zacnym formacie drukować- co najmniej A3 ,choć i AO w przestrzeniach biurowych było by gites,
    z tekstem, który działa na klienta rozumiesz podprogowo i subtelnie, coś w deseń

    MUSZĘ TO MIEĆ!
    albo
    i tu łapiemy na haczyk tych , którzy sądzą że wolni są od konsumpcjonizmu

    NIC NIE MUSZĘ!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A szef powinien mieć plakietkę u siebie: MUSZĘ WSZYSTKO WYMUSZAĆ!!

      W palarni:
      MUSZĘ SPOTKAĆ SIĘ Z ĆMYkiem!

      Muchos gracias seniorita!
      Niestetyż nie moje truchełka. Ale MUSZAŁAM je pokazać! Wręcz byłam ZMUSZONA!

      Usuń
    2. Nie no , to Autor, Autor, albo chociaż linka z miejsca kradzieży!

      Usuń
    3. Gdybym miała, to bym dała. Pojęcia nie mam EW. Dostałam te muchy mailowo wiele lat temu od Przyjaciółki.

      Usuń
    4. Prześledziłam, co google wypluwa po wpisaniu funny fly lub dead fly funny i wypluwa te oto powyższe muchy. Jednakże o ile jest podlinkowanie kto skąd, to i tak nie trafia się na autora. Posiadam te foty sprzed ery fejsbuka.
      Najbardziej nadrzędną stroną jest ta:
      http://klyker.com/funny-photos-with-dead-flies-31-photos/
      i tu jest parafka autora.

      Usuń
    5. O dzięki !Fajny ten MuchoMuhrek!

      Usuń
  2. W razie czego służę chrupkami z odkłaczaczem. Nie dziękuj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [patrzy z wdzięcznością wielkimi oczami kota ze Shreka i lekko potrząsa brwią]

      Usuń
  3. Mim- nieodrodny syn matki swej ;)
    Czyli tym razem na kogo wystawiasz rachunek za spalone garnki: Google czy Inwentura K. ? :)))
    Ty kolonizujesz trawniki a ja projektuję ogrodzenie... a w tle początek roku szkolnego..................
    Cmok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie się zastanawiam, kogo obciążyć. Jak on się nazywał... eeeee... Acha! Alzheimer!
      O, ogrodzenie powiadasz. Będziesz się separować murem, sztachetą czy czymś subtelniejszym, np wiązkami światła spolaryzowanego?

      Usuń
    2. Teraz mam wiązki światła jako ogrodzenie, bo słupy spróchniały i się obaliły. Wstyd na pół wsi.
      No właśnie trwa dyskusja między fachowcem, projektantem i inwestorem. Fachowiec chce postawić klinkierowy Stonehenge a projektant lekki murek. Moderator vel inwestor będzie musiał postawić na swoim. Raczej nie czuję się jako pani w zamku - sztacheta pozioma i siatka z żywopłotem. Blisko natury i z narzędziami w ręku to moje zawołanie ;):)

      Usuń
    3. Im bardziej przejrzyste, tym lepsze! Zrób sobie z babiego lata i otoczaków!

      Usuń
  4. Się uśmiałam, choć muchy już znałam. Tekst, że za Wami w kolejce "niby normalni ludzie" - tego jeszcze nie wiesz, ale ja z kumplem dawno temu mieliśmy sklep zoologiczny. 2 lata doświadczeń z "niby normalnymi" sprawiły, że wtedy też chciałam książkę pisać. "Czy jest węgiel karbowany?" (chodzi o wkład do filtra akwa). "Macie te rybki, które mogą żyć BEZ TLENU?" (bojownik). Na sugestię, że tanią huśtawkę dla kanarka można sobie zrobić w domu, z patyczka i dwóch kawałków drutu: "Ale prąd ich nie kopnie?". I milion innych perełek.

    Gratki i podzięksy za fajny materiał i tradycyjnie zapytam: co na Kręgosłupie? Bo tam chorzy ludzie sztuczne szczęki piaskiem z kieszeni szorują, bojąc się wyjść z poczekalni do domu, żeby Pani Doktor nie przegapić!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jezu, muszę coś napisać, właśnie, bo choroby toczą się same. A za 3 tygodnie Kręgosłup Oralny ma urodziny! Kolejna jednostka chorobowa - uwiąd starczy go czeka. Tymczasem nieoczekiwanie Skorpion stał się sławny!
      Zaskoczyło mnie to, że ja fb doszło trzech nowych członków. TRZECH! Zwyżka o circa 2,5%! To niecodzienne zdarzenie zostało przeze mnie zinwentaryzowane i poddane wiwisekcji. I okazało się, że Skorpion jest sławny!

      http://dzieciowo.pl/2014/08/piatek-z-blogujaca-mama-insekty-rules.html

      Chociaż w dalszym ciągu Skorpion nie umi zrobić tak, żeby huknęło, zadymiło i CIę tam magicznie przeniosło. Musisz więc zrobić łopatą kopiuj-wklej. Uf. Dziękuję!

      Usuń
    2. A teksty świetne, zbierz w wiązankę i okaż światu! :)
      (bo z tej sławy zapomniałam tego napisać)

      Usuń

Jeśli się jeszcze wahasz, wiedz, że każdy komentarz cieszy autorkę i dodaje jej 1cm w biuście.
Dziękuję :)